Mniej znaczy więcej

Aleksandra: kompletnie zwariowana na punkcie Włoch, włoskiego i wszystkiego, co się z włoskim łączy.

2 komentarzy

  1. ~Ania z Primo · 6 lipca 2014 Odpowiedz

    Też nie dałam rady przebrnąć przez Mayes. Wyrzucałam sobie dawno temu, że przecież powinnam, co ze mnie za miłośnik Włoch! ;)
    A potem zrozumiałam, że zwyczajnie zaczynam mieć alergię na wszystkie „toskanie”, w których Amerykanko-Angielki na umór kupują sobie willę i potem się zakochują w pomidorach.

    Już wolę włoskich autorów, choćby byli nieudolni lub mniej poczytni, to jednak gdy piszą o Włoszech, wiedzą przynajmniej o czym piszą.

    A książka niefabularna, ale genialna – „Toskania i okolice, przewodnik subiektywny” Lindenberga

    • aleksandra.sowinska · 6 lipca 2014 Odpowiedz

      Mam dokładnie to samo… Co ciekawe, film z Diane Lane naprawdę mi się podoba, jest taki sympatyczny i ciepły, ale ksiązka… porażka.
      Nie słyszałam o tej książce Lindenberga, ale skoro polecasz, z przyjemnością rzucę okiem:)

Zostaw odpowiedź