Felice come una Pasqua

Natale con i tuoi, Pasqua con chi vuoi  (Boże Narodzenie z rodziną, Wielkanoc z kim chcesz) – mówi stare włoskie przysłowie. Jest w tym, jak w każdym przysłowiu, ziarnko prawdy: to Boże Narodzenie obchodzone jest we Włoszech hucznie i na bogato, obowiązkowo z całą rodziną, stołami uginającymi się pod ciężarem przysmaków i ze stosami prezentów. Wielkanoc jest cichsza, spokojniejsza, bardziej związana z budzącą się do życia przyrodą, ale to wcale nie oznacza, że jest mniej interesująca!

procesja

Bardzo ciekawe jest to, co dzieje się we Włoszech bezpośrednio przed Wielkanocą. Przede wszystkim mamy do czynienia z imponującymi procesjami (processioni) na ulicach włoskich miast, miasteczek i wsi. Bierze w nich udział mnóstwo ludzi, często odpowiednio ubranych: na przykład niektórzy zakrywają twarze białymi kapturami (cappuccio), bardzo podobnymi do tych noszonych przez Ku – Klux – Klan (wspominał o tym Dan Brown w „Kodzie Leonarda da Vinci”). Jest to co prawda bardziej zwyczaj hiszpański niż włoski, ale zdarza się też i w Italii. Procesje mogą się odbywać w ciągu całego Wielkiego Postu (la Quaresima) lub Wielkiego Tygodnia (la Settimana Santa), ale najczęściej odbywają się w Wielki Piątek (Il Venerdì Santo). W trakcie procesji wierni modlą się, czasem odgrywają sceny (ricostruzione) z życia i męki Jezusa albo niosą na ramionach figury Jezusa i Matki Bożej – niekiedy bardzo cenne, jak na przykład figura zmarłego Chrystusa, która znajduje się w miejscowości Vittoria w prowincji Ragusa. Bardzo często uczestnicy procesji niosą w rękach świece. W wielu miejscowościach odbywają się w Wielki Piątek nabożeństwa Drogi Krzyżowej (Via Crucis), z czego najsłynniejsza to oczywiście Droga Krzyżowa w rzymskim Koloseum, w której uczestniczy papież (il papa). W Wielki Piątek w wielu domach stawiane są w wazonach gałązki oliwne (ramoscelli d’ulivo) i palmowe, które symbolizują pokój (la pace).

 ballo dei diavoli

Wielka Sobota to dzień jak co dzień… ale nie wszędzie. Choć zasadniczo we Włoszech nie ma obrzędu święcenia pokarmu, to jednak w niektórych regionach środkowej Italii (np. w Lazio) zwyczajowo przygotowuje się i święci koszyki, wypełnione jajkami, ciastem zwanym „torta di Pasqua”, wędliną zwaną „capocollo” i… białym winem! Wieczorem wierni idą do kościoła na czuwanie wielkanocne (la veglia pasquale), które kończy się często mszą (la messa). I wtedy właśnie zaczyna się Pasqua, najważniejszy dzień dla wszystkich chrześcijan.

 

Skąd pochodzi włoskie słowo „pasqua„? Prawdopodobnie wywodzi się od aramejskiego (aramaico) słowa „pasha”, co oznacza przejść, przekroczyć, pójść dalej (passare oltre), ale istnieją też inne teorie: jedna z nich łączy słowo „pasqua” z greckim terminem „paschein”, co oznacza cierpienie (la sofferenza). Tak czy inaczej, Pasqua jest dniem radości i zaczyna się, podobnie jak w Polsce, obfitym, jajeczno – wędlinowym śniadaniem. Jednak najważniejszym posiłkiem dnia jest obiad. Dzieci otrzymują czekoladowe jajka (Włosi podkreślają, że w ich kraju to rodzice dają jajko, a nie żaden króliczek wielkanocny), wypełnione różnego rodzaju drobnymi podarkami albo cukierkami. Pozostałe zwyczaje wielkanocne dotyczą raczej pojedyncznych regionów i są niekiedy zaskakujące.

 śniadanko wielkanocne

Na szczególną uwagę zasługuje florencka tradycja „carro di Fuoco”, „lo scoppio del Carro”: ogromny wózek, rydwan (il carro), w asyście straży miejskiej w charakterystycznych kostiumach, ciągnięty jest przez dwa białe woły po ulicach Florencji, aż do Duomo. Na placu przed Duomo wybuchają sztuczne ognie wokół Carro, a następnie, już wewnątrz Kościoła, dokonuje się przedziwnego rytuału: gołębica (la colomba) z przyczepionym lontem (la miccia) ma zapalić sztuczne ognie, ustawione wewnątrz świątyni i na Carro, a następnie wrócić do ołtarza, z którego została wypuszczona. Od razu powiem, że nie mam pojęcia, jakim cudem tej gołębicy się to udaje, najwyraźniej jednak organizatorzy bardzo się starają, jako że jeśli gołębica spaprze robotę (no, niedosłownie), to miasto czeka rok nieszczęść. Co ciekawe, gołębica zawaliła sprawę ostatni raz w 1966 roku: jesienią tegoż roku Florencję nawiedziła gigantyczna powódź. Od razu powiem, że nie wiem, czy ta gołębica jest żywa czy sztuczna. Nawet jeśli jest sztuczna, to kiedyś z pewnością używano do tego celu żywych, bo tradycja sięga roku 1100, więc wątpię, by istniały wtedy sztuczne gołębie.

firenze_620

Kto nie wierzy, że coś podobnego się odbywa, może obejrzeć sobie krótki filmik:

Inna ciekawa tradycja ma miejsce na Sycylii, w miejscowości Prizzi. Rankiem rozochoceni młodzieńcy nakładają na twarze czerwone maski diabłów (i diavoli) i krążą po okolicy w poszukiwaniu „ofiary”: kto da się złapać, idzie do „piekła”, czyli… do najbliższego baru (!), gdzie powinien postawić gościom coś do picia. Od dwunastej jednak z kościoła wychodzi Matka Boska, spiesząca na spotkanie z Synem: diabły zostają schwytane przez młodzież przebraną za anioły (gli angeli), a następnie zaprowadzone przed figurę Madonny i zdejmują tam maski w symbolicznym geście nawrócenia.

Wielkanocny Poniedziałek zwany jest Lunedì dell’Angelo, czyli Poniedziałkiem Anioła, lub też Pasquettą, czyli małą Wielkanocką. Tradycyjnie w tym dniu Włosi cieszą się dniem wolnym i piękną zazwyczaj pogodą: całymi rodzinami lub w grupie przyjaciół wyjeżdżają na pikniki, nad morze lub w inne ciekawe miejsca, na przykład moi przyjaciele z Sycylii tradycyjnie spędzają Pasquettę na zboczach wulkanu Etny.

 Na pewno zwrócił Waszą uwagę fakt, że w całej notce nie ma ani słowa o jedzeniu. Jakże to tak, o Włoszech bez jedzenia? Jest to celowy zabieg marketingowy: po prostu wielkanocnemu jedzeniu poświęcę osobny wpis, z którego dowiedziecie się, dlaczego torta di Pasqua jest taka dziwna i jak robi się gołębicę (!). Zapraszam na Studia, parla, ama już w Wielką Sobotę, aby nieco zrelaksować się po dniu pełnym sprzątania, gotowania i malowania pisanek!

 

Powiązane tematy: Pasqua con l’italiano

Aleksandra: kompletnie zwariowana na punkcie Włoch, włoskiego i wszystkiego, co się z włoskim łączy.

2 komentarzy

  1. ~Księżna Letizia · 19 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Bardzo ciekawe tradycje. Swoją drogą mam nadzieję, że ta gołębica jednak nie jest żywa. Na filmiku jej lot wygląda dość nieprzyjemnie..:/

    • aleksandra.sowinska · 19 kwietnia 2014 Odpowiedz

      Też mam taką nadzieję. Ale gdyby była żywa, to pewnie już by się odezwali obrońcy zwierząt, więc sądzę, że jednak to sztuczna, symboliczna gołębica ;)

Zostaw odpowiedź