W 80 blogów dookoła świata. O tym, co czytać i jak czytać.

Dzisiaj post specjalny.
Otóż pewnego dnia spotkało się kilka językowych blogerek i postanowiły opublikować cykl „W 80 blogów dookoła świata” – co oznacza, że co jakiś czas na wszystkich blogach, które biorą udział w akcji, będą pojawiały się posty tematyczne. Dzisiaj, z okazji Światego Dnia Książki, tematem naszych postów jest KSIĄŻKA. A konkretniej 5 książek z danego kraju, które trzeba przeczytać. Pod notką znajdziecie listę blogów, które również biorą udział w naszej akcji. Zachęcam do lektury :)
 
Mój ranking, od razu się przyznam, jest bardzo subiektywny. Nie miałabym sumienia polecać Wam dzieł uznanych za wspaniałe przez większych niż ja ekspertów, a którymi to dziełami torturuje się Bogu ducha winnych studentów italianistyki (na przykład „Narzeczeni” Manzoniego albo tym podobne nudzia… albo tym podobne). Polecam Wam zatem to, co ja sama osobiście (ja sama osobiście we własnej osobie, powiedziałby Catarella) uważam, ze TRZEBA przeczytać.
 
1. Andrea Camilleri, „Pomarańczki komisarza Montalbano” (Gli arancini di Montalbano)
 zdjęcie 1
Autor Andrea Camilleri i dwoje tytułowych bohaterów: komisarz Montalbano (o twarzy Luki Zingarettiego)
i pomarańczki, czyli kulki ryżowe z mięsem (typowe danie sycylijskie)
Kto czytał moją analizę tłumaczeń tytułów książek Agathy Christie [klik], na pewno zorientował się, że jestem maniaczką kryminałów. Wobec tego nie powinno być zdziwieniem, że pierwsze miejsce w moim rankingu przyznałam Andrei Camilleriemu, genialnemu autorowi i scenarzyście, oraz jego bohaterowi, komisarzowi Salvo Montalbano. Dlaczego tak właśnie? Dlatego, że jeszcze nie spotkałam książek, które tak wspaniale oddają klimat Sycylii, które są tak stuprocentowo sycylijskie, że nie mogłyby rozgrywać się gdzieś indziej. Kto przeczyta Montalbano, zrozumie współczesną Sycylię, jej strapienia i bolączki, a jednocześnie jej kulturę (ach, to j e d z e n i e!), jej dziwactwa. Utwory o Montalbano nie są klasycznymi kryminałami, to bardziej opowieść o ludziach, ich życiu, problemach, miłościach, zdradach, zemstach, ułomnościach, radościach. Jednak  nie są utwory smutne, wręcz przeciwnie, skrzą się humorem słownym i sytuacyjnym. Montalbano zaś jest jedną z najlepiej skonstruowanych postaci we współczesnej literaturze kryminalnej w ogóle.  Jednak stanowczo odradzam te książki osobom, które dopiero zaczynają uczyć się włoskiego. Nawet ja dopiero od niedawna zmierzam się z nimi w oryginale, a to ze względu na obfitość fragmentów pisanych w dialekcie. Ale dla bardziej zaawansowanych to lingwistyczna gratka. Nawiasem mówiąc, podałam w tytule akurat „Pomarańczki komisarza Montalbano”, bo to moja ulubiona część, ale w gruncie rzeczy wszystkie są wspaniałe.
Dla tych, co nie lubią czytać… polecam znakomitą i przezabawną ekranizację powieści Camilleriego, czyli serial o Montalbano (są chyba trzy serie, odcinki dość długie, ale warto) z kultową rolą Luki Zingarettiego w roli tytułowej.
 
2. Roberto Saviano, „Gomorra. Podróż po imperium kamorry”
(Gomorra. Viaggio nell’impero economico e nel sogno di dominio della camorra)
 

zdjęcie 2
Roberto Saviano i okładka książki 
„Gomorra. Podróż po imperium kamorry” autorstwa młodego dziennikarza Roberto Saviano to coś więcej niż książka. To niezwykła historia camorry, neapolitańskiej mafii, która rozrosła się do niewyobrażalnych rozmiarów, która oplotła swoimi mackami wszystko, co tylko mogła, która za nic ma ludzkie życie. Ale to także historia autora, który za poszukiwanie prawdy i za opublikowanie prawdy, został skazany przez camorrę na śmierć. Od momentu wydania książki, czyli od roku 2004, Saviano żyje w ukryciu, chroniony przez policję, w ciągłym strachu, że mafia wykona wyrok. Zapytany niedawno przez dziennikarza „El Pais” o to, czy warto było, odpowiedział, że nie i że dzisiaj napisałby tę książkę inaczej, bardziej chroniąc siebie. Jednak to właśnie dzięki temu tekst jest tak wyjątkowy. Napisany sugestywnym językiem, lecz jednocześnie z reporterskim chłodem i dystansem, wciągający – po prostu się w to wierzy. Saviano opisuje to, czego nikt przed nim nie odważył się tknąć: mówi, że mafia jest w gruncie rzeczy jednym wielkim ekonomicznym interesem. Choćby ze względu na to i ze względu na poruszającą historię dziennikarza, uważam „Gomorrę”za jedną z tych pozycji włoskiej literatury, którą absolutnie TRZEBA znać.
Dla tych, co nie lubią czytać… polecam wstrząsającą ekranizację „Gomorry” Matteo Garrone z roku 2008. Choć ogląda się dosyć trudno ze względu na pewną chaotyczność, to na pewno jest to znakomite, poruszające dzieło.
 
3. Umberto Eco, „Imię róży” (Il nome della rosa)
zdjęcie 3
 
Kto nie słyszał o Umberto Eco, ach, kto? Jeśli istnieje ktoś taki, to jego życie jest niezwykle ubogie. Umberto Eco to bowiem jeden z najwybitniejszych współczesnych myślicieli, filozofów i pisarzy. Profesor Uniwersytetu w Bolonii, autor licznych esejów, napisał również kilka powieści, które cieszą się niesłabnącym uznaniem, m. in. „Cmentarz w Pradze”. Ja jednak polecam na początek jego pierwsze wielkie dzieło, wydane w latach 80. „Imię róży”. Zapewne wielu z Was widziało adaptację, z genialnym Seanem Connerym w roli głównej, ale to nie wystarczy. Książka jest lepsza. Ten kryminał historyczny, tak go nazwijmy, rozgrywa się w czasach średniowiecznych, w pewnym ponurym klasztorze benedyktyńskim na południu Włoch. Pewnego dnia zostają tam znalezione zwłoki jednego z braci. Śledztwo, prowadzone przez Guglielmo da Baskerville i jego pomagiera Adsa da Melk, odkrywa dalsze krwawe sekrety opactwa… Uczta dla każdego wielbiciela kryminałów, historii i… Włoch.
Dla tych, co nie lubią czytać… polecam oczywiście adaptację powieści z Seanem Connerym w roli głównej.
 
4. Italo Calvino, „Niewidzialne miasta” ( Le città invisibili)
 
zdjęcie 4
Na czwartym miejscu polecam, z dużą dozą niepewności, Italo Calvino i jego „Le città invisibili” („Niewidzialne miasta”). Nie jestem do końca pewna wyboru, ponieważ Calvino napisał sporo bardzo dobrych książek i to bardziej znanych, na przykład „Opowiadania” albo „Jeśli zimową nocą podróżny”, ale jakoś to właśnie „Niewidzialne miasta” przykuły moją uwagę najbardziej. Książka jest dość dziwna, nawet powiedziałabym dziwaczna, wymaga koncentracji i dużej wyobraźni (za to w warstwie językowej jest prosta, spokojnie poradzą sobie nawet średniozaawansowani). Składa się z dziewięciu rozdziałów, każdy zaczyna się rozmową Marco Polo z Kublai Khanem, która to rozmowa nadaje pewne „ramy” opowieści. Potem następuje przedziwny, magiczny opis miast, które nie istnieją. Bardzo to skomplikowane, ale warto po to dzieło sięgnąć – jest niezwykłe, to słowo chyba najlepiej opisuje ten utwór.
 
5. Carlo Collodi, „Pinokio” (Pinocchio)
zdjęcie 5
 
Ostatnie dzieło, które uważam, że trzeba przeczytać, zna każde dziecko. Czy jest na sali jakieś dziecko, które nie słyszało o drewnianej kukiełce, która zachowywała się jak prawdziwy chłopczyk, nie chciała iść do szkoły i miała brzydki zwyczaj kłamania, od czego rósł jej nos? Tak, oczywiście, chodzi o „Pinocchio”, autorstwa Carlo Collodiego, jedną z moich ukochanych książek z dzieciństwa (miałam takie śliczne stare wydanie z ilustracjami Jana Marcina Szancera). Myślę, że warto tę książkę przeczytać ponownie, wrócić do niej po latach i odkryć na nowo to, czego może nie zrozumieliśmy, czytając ją w dzieciństwie. Najlepiej w oryginale, choć nie będzie to lektura łatwa, z uwagi na liczne słowa z dialektu toskańskiego (toskanizmy). Dlaczego warto? Bo to książka o człowieku, o każdym z nas, o pokusach, grzechach i stawianiu oporu. Czytając „Pinokia”, mam wrażenie, że jest to bardzo, ale to bardzo włoska bajka :)
Dla tych, co nie lubią czytać… prócz kreskówki Disneya pozostaje zawsze adaptacja Roberto Benigniego, który był zarazem reżyserem, jak i odtwórcą roli tytułowej (tak!), a jego żona wcieliła się w rolę Wróżki o Błękitnych Włosach. Film miał we Włoszech fatalne recenzje, ale mnie się podobał, a poza tym bardzo lubię Benigniego.
Blogi polecane i biorące udział w akcji „W 80 blogów dookoła świata”:
Język szwedzki:
SZWECJOBLOG
 
Język niemiecki:
LANGUAGEFLIRT-DElogo
 
 
Język angielski:
LEARN ENGLISH ŚPIEWAJĄCO
Język hiszpański:

Aleksandra: kompletnie zwariowana na punkcie Włoch, włoskiego i wszystkiego, co się z włoskim łączy.

11 komentarzy

  1. ~Aleksandra z Niemieckiej Sofy · 23 kwietnia 2014 Odpowiedz

    „Imię róży” i „Pinokio” znam :) Z tego co kojarzę, chyba na zajęciach tłumaczeniowych polecali nam książkę Umberto Eco, już nie pamiętam dlaczego.

  2. ~N. · 23 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Ale super, w takim przeglądzie każdy znajdzie coś dla siebie :) Też wolę takie subiektywne przeglądy niż „tortury”, zdecydowanie.

  3. ~Ania · 23 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Czytałam ‚Imię róży’… po angielsku. Film mnie zachwycił.

  4. ~Diana Korzeb - blog o j. niemieckim · 23 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Myślałam, że u Ciebie będą same nowości, a tu proszę! Znam aż zawrotne 2 pozycje :).

    Czytałam Gomorrę po polsku. Powiem tak, ta książka ma ogromny potencjał i jest bardzo ważna, ale polskie opracowanie powinno być lepiej przygotowane, albo po prostu może czytelnik powinien być bardziej przygotowany. W książce jest cała masa nazwisk, które zupełnie nic mi nie mówiły i dlatego książka zrobiła na mnie dużo mniejsze wrażenie. Tzn na poziomie ogólnym, jak te fabryki i poczynania gomorry były opisywane, to owszem robi ten reportaż (?) wrażenie, ale potem człowiek się niestety zaczyna w tej mnogości zaplątanych w afery osób gubić. Na pewno pozycja godna polecenia, ale właśnie z sensownym przygotowaniem.

    Imię róży bardzo lubię, zarówno książkę jak i film. Jak się łatwo domyśleć najpierw obejrzałam film, więc Guglielmo da Baskerville miał dla mnie cały czas twarz Seana. Intryga i klimat przednie, kto jeszcze nie czytał niech leci i szybko nadrabia!

    Z pozostałych propozycji najbardziej zainteresowały mnie Pomarańczki komisarza Montalbano, zakręciłam się – można tą serię przeczytać po polsku?

    Z ciekawości, czytałaś może książki Tiziano Terzani? Mam w domu Powiedział mi wróżbita i rodzicielka moja bardzo tę książkę chwaliła

    • aleksandra.sowinska · 24 kwietnia 2014 Odpowiedz

      Szczerze mówiąc, literatura włoska jest dosyć specyficzna, wybrałam „Imię róży” głównie z sentymentu i żeby porozpływać się nad Umberto Eco, którego mam nadzieję spotkać wkrótce OSOBIŚCIE :D
      „Gomorrę” trudno mi oceniać po polsku – na pewno po włosku robi większe wrażenie, zwłaszcza, jeśli się zna historię mafii i różnych mafijnych porachunków (to historia bardziej dramatyczna niż jakakolwiek ksiązka…), mnie po prostu zwaliła z nóg. Szkoda, że jak mówisz w wersji polskiej takiego opracowania zabrakło.
      „Pomarańczki… ” są cudowne, można je dostać bez problemu w księgarniach w wersji polskiej (widziałam na pewno w Empiku). Przetłumaczono, zdaje mi się, kilkanaście części o Montalbano. jeśli nie trafisz na „Pomarańczki”, to polecam Ci jeszcze „Głos skrzypiec” albo „Sierpniowy żar” – to już są powieści, nie opowiadania.
      Tiziana Terzani nie czytałam. Daj znać, jak przeczytasz, jestem bardzo ciekawa, może też się skuszę?

  5. ~Ewa Bukowczyk · 24 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Pinocchio powinien być numerem jeden! Gdybyś dodała „Dekameron” Boccaccia czy „Boską Komedię” Dantego, Twoi wierni czytelnicy mogliby się pochwalić lepszą znajomością włoskiej literatury.

    • aleksandra.sowinska · 24 kwietnia 2014 Odpowiedz

      „Dekameron” to coś, co zaliczam do „tym podobnych nudziarstw, którym torturuje się biednych, niewinnych studentów italianistyki”:D

      Montalbano jest moją największą miłością i dlatego zostal numerem 1 ^^

  6. ~Justyna - blog o Francji · 24 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Z przykrością muszę stwierdzić, że moja znajomość literatury włoskiej jest prawie równa zeru. Dobrze, że chociaż przeczytałam „Imię róży”, kiedy jeszcze byłam młoda i ambitna, czyli w liceum ;)

  7. ~wloskielove · 29 maja 2014 Odpowiedz

    Eh, muszę się kiedyś zabrać za Eco, jakoś zawsze go omijałam, nie wiem czemu.
    A szacun za Saviano, polecam „vieni via con me”,a zero zero zero muszę jeszcze przeczytać :}

Zostaw odpowiedź