logo

Jestem pewna, że z utęsknieniem czekacie na kolejny odcinek naszej blogowej akcji „W 80 blogów dookoła świata”, w której my, blogerki językowe, przedstawiamy jedno wspólne zagadnienie w różny sposób. Tematem dzisiejszego wpisu są filmy – 5 filmów z danego kraju, które warto obejrzeć. Ja opowiem oczywiście o filmach włoskich, a pod wpisem znajdziecie jak zwykle listę pozostałych blogów biorących udział w akcji. Miłego czytania… i oglądania!

1 il divoGenialny Toni Servillo jako Giulio Andreotti

Na początku przyznam się do kilku rzeczy. Po pierwsze, nie jestem fanką filmów. Od czasu do czasu mogę coś obejrzeć, dlaczego nie, ale głównie w towarzystwie i najlepiej coś niekoniecznie ambitnego. Ja sama z siebie filmów praktycznie nie oglądam, kinematografia jako taka mogłaby dla mnie nie istnieć, za to z całej siły uwielbiam książki. Dlatego było mi dość trudno wygrzebać z zakamarków pamięci jakieś filmy, które naprawdę wbiły mi się w pamięć i które z czystym sumieniem mogę polecić. Mój ranking jest całkowicie subiektywny i pomija niektóre potworne włoskie dłużyzny,  ciągnące się jak rozgotowany makaron i z przyczyn nieznanych uznane za arcydzieła. Jeśli ktoś się z tym rankingiem nie zgadza, proszę bardzo, przymusu nie ma, ale niech uzasadni swoją opinię w komentarzu, a chętnie wdam się w ognistą dysputę. Zdecydowałam się również dodać do mojego rankingu notę „włoskości”: 1 oznacza film uniwersalny, 2 oznacza film, który pozwoli poznać i pogłębić znajomość włoskiej kultury, zaś 3 oznacza, że tylko ktoś otrzaskany z włoską historią i sposobem myślenia da radę zrozumieć przesłanie.

Przejdźmy do ad remu:

5) Il Divo, 2008, reż. Paolo Sorrentino, stopień włoskości 3 

Il Divo to film stosunkowo nowy i dość ciężki, poruszający kwestie winy i kary, sumienia i potęgi. Koncentruje się na jednej tylko osobie, na Giulio Andreottim, bardzo znanym włoskim polityku, wielokrotnym premierze, klasycznym przykładzie łajdaka, który zawsze, mimo licznych przetasowań na włoskiej scenie politycznej, znajdował dla siebie wygodne miejsce.

W filmie Sorrentino Andreottiego poznajemy w trudnym momencie życia, w latach 90, kiedy zaczyna się proces Andreottiego, oskarżanego o kontakty z mafią. Poznajemy m. in. historię z lat 70, niespokojnych i pełnych przemocy, kiedy to zostaje porwany Aldo Moro, znany polityk chadecki. Przetrzymywany przez Czerwone Brygady, Moro pisze rozpaczliwie listy, błagając Andreottiego o pomoc, ten jednak pozostaje nieugięty i nie zgadza się na spełnienie żądań terrorystów. W dalszej części fabuły wchodzą grę w  porachunki mafijne z lat. 90, m.in. śmierć Giovanniego Falcone, prokuratora znanego z ostrych metod walki z mafią.

Dlaczego uważam, że „Il Divo” jest wart polecenia? To bardzo ciekawy, emocjonujący film, który skłania do myślenia i do poszukiwania prawdy. Interesujący szczególnie dla tych, którzy zastanawiają się nad meandrami włoskiej polityki, historii i oczywiście mafii. Jaka jest ta prawda, jaka jest rola Andreottiego we włoskiej historii, tego film nam już nie mówi. Dodatkowo oklaski na stojąco dla absolutnego aktorskiego geniuszu Toniego Servillo w roli głównej (ostatnio zagrał w oscarowym „Wielkim pięknie”, a moją ulubioną jego rolą jest rola detektywa w „Dziewczynie z jeziora”)

4) Una giornata particolare, 1977, Ettore Scola, stopień włoskości 2

Włochy kojarzą się nam ze słońcem, pięknem, radością życia, pizzą, makaronem i zabytkami. Wszystko pięknie, ale Włosi mają swoje za uszami: nie można nie zapomnieć im paskudnej faszystowskiej przeszłości, ich uwielbienia dla Benito Mussoliniego i ich zaangażowania w II wojnę światową. Mówmy co chcemy, jest to skomplikowane, ale naga prawda jest taka, a nie inna.

2) una giornata particolareSofia Loren i Marcello Mastroianni

Może dlatego „Una giornata particolare”, film z lat 70, jest czymś tak niezwykłym. Widzimy Włochy zafascynowane przyjazdem Adolfa Hitlera do Rzymu w 1938 roku, widzimy wojska faszystów depczących po ulicach Wiecznego Miasta, widzimy flagi ze swastykami wiszące na balkonach. Na tym tle toczy się krótka i niezwykła historia typowej gospodyni domowej (w tej roli Sofia Loren, tak  odmienna w tej roli od swoich pozostałych wystąpień) i tajemniczego dziennikarza radiowego (genialny jak zawsze Marcello Mastroianni). Akcja zamyka się w ciągu jednego dnia. Genialny jest to miks historii, miłości, ograniczenia wolności. A mimo to film wcale nie jest ciężki i  ogląda się go jednym tchem. Czapki z głów przed aktorami: film opiera się właściwie na dwójce tylko bohaterów, na Loren i na Mastroiannim, którzy musieli pokazać się z innej niż zwykle strony.  Polecam bardzo bardzo.

3) Mine vaganti, 2010, Ferzan Ozpetek, stopień włoskości 1

Film, który do polskich kin wszedł pod straszliwym tytułem „O miłości i o  makaronach”, wydawał mi się na początku tylko banalną komedyjką, a po pięciu minutach podbił całkowicie moje serce. Jest to film lekki, który traktuje o poważnych sprawach, ale pięknie, ciepło, z humorem. Fabuła jest prosta: pewnego pięknego dnia główny bohater decyduje się wyznać swojej rodzinie, że jest gejem. Ma to zrobić w czasie uroczystej kolacji, ale wtedy zdarza się coś zupełnie nieprzewidzianego i życie rodziny staje na głowie. Bohater musi poradzić sobie z tym, jak zmieniło się także i jego życia, musi zdecydować, jaką ścieżką podążyć i co dalej zrobić. Warta uwagi jest ścieżka dźwiękowa, zawierająca co najmniej dwa gigantyczne hity „Cinquanta mila lacrime” i „Una notte a Napoli”, obydwie bardzo wpadające w ucho.

3 mine_vaganti

Nie możesz wybrać, kogo kochać.

Zabawny, wciągający,z kilkoma nutkami dramatyzmu: dla mnie absolutny ideał.

2) Cokolwiek Nanniego Morettiego

Nanni Moretti to taki reżyser, którego kupuję w ciemno. Nie jestem w stanie wybrać jednego tylko filmu, który mogłabym polecić: są takie co najmniej cztery, a są to „Caro diario”, „La stanza del figlio”, „Habemus Papam” i „Caiman”. Wszystkie mają w sobie cechę, którą cenię najbardziej: są bardzo ludzkie. Nie są wymyślne i nie koncentrują się na nieistotnych detalach, nie próbują uwieść widza, opowiadają o człowieku. Bardzo ludzkim filmem jest właśnie „Habemus Papam”, film nakręcony na rok przed abdykacją papieża Benedykta XVI, przez wielu okrzyknięty filmem proroczym, ale i skromniejszy i mniej spektakularny „Pokój syna” zasługuje na uwagę: w niezwykle ciepły sposób opowiada historię żałoby rodziny po śmierci dorastającego chłopca.  Wato też zwrócić uwagę na polskie akcenty w filmach Morettiego: zarówno w „Habemus Papam”, jak i „Caiman” swoją rolę odegrała nasza rodzima gwiazda, wielki i uwielbiany przeze mnie Jerzy Stuhr, zresztą wielki przyjaciel reżysera. To chyba wystarczy za całą reklamę.

4 habemus-papam-02

Zdjęcie z proroczego filmu. Na pierwszym planie Nanni Moretti, który zazwyczaj gra we własnych filmach.

1)      Benvenuti al Sud,2010, Luca Miniero, stopień włoskości 2

Ktokolwiek był we Włoszech (nie mam na mysli tego, że z wywieszonym ozorem leciał przez Rzym, żeby zobaczyć najważniejsze zabytki, ale naprawdę BYŁ) czy uczył się  włoskiego, nie może mieć wątpliwości odnośnie antagonizmu między mieszkańcami regionów południowych („terroni”) i północnych („polentoni”). Dla nas jest to coś zupełnie niezrozumiałego, dla Włochów, można rzec, to sól ich tożsamości. Pólnoc to czystość (względna), przemysł (względny), pieniądze (względne), wielki świat, giełda i garnitury od Armaniego. Południe to rolnictwo, upał, babcie ubrane na czarno w oknach i w ogóle to wszystko, co utożsamiamy zwykle z z Italią.

Na tych stereotypach bazuje fabuła jednej z najlepszych komedii, jakie dane mi było ogladać, czyli ‘Benvenuti al Sud”, Mówiąc w skrócie, jest to historia urzędnika z Mediolanu, który zostaje  służbowo przeniesiony na południe, w okolice Neapolu, co stanowi dla niego wyrok. Film opowiada, jak nieszczęsny Alberto usiłuje nauczyć się, jak żyć na Południu, jak mówiąc, jak jeść, jak pracować, jak radzić sobie w codziennych kontaktach. Genialnie ukazane kontrasty między południem i północą i sypiący się humor sprawia, że film ogląda się z przyjemnością i śmiechem. Warto jednak zadbać o wersję z włoskimi napisami, nawet jeśli wydaje się nam, że znamy włoski perfekt: znaczne partie filmu są w dialekcie, który naprawdę w najmniejszym nawet stopniu nie przypomina tradycyjnego włoskiego.

5 benvenuti al sud

 Mina głównego bohatera mówi wszystko!

Oczywiście ciekawych filmów jest dużo więcej: ta piątka to takie moje hity hity!

Francja:
Français-mon-amour: Francuskie, filmowe poczucie humoru 

Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim: To trzeba zobaczyć!

Uzależnienie od Francuszczyzny: 5 filmów francuskich dla wymagającego widza

Hiszpania:
Hiszpański na luzie: 5 filmów hiszpańskich, dobrych i lepszych  

Holandia:
Język holenderski – pół żartem, pół serio: Holenderskie filmy

Niemcy:
Blog o języku niemieckim: Najlepsze niemieckie filmy 

Rosja:
Rosyjskie śniadanie: Ciekawe co w kinie rosyjskim

Dagatlumaczy.pl: „5 Rosyjskich filmów”

Stany Zjednoczone:
Learn English Śpiewająco: 5 filmów amerykańskich, które warto obejrzeć 

Szwajcaria:
Szwajcarskie Blabliblu: 3 przepiękne filmy w języku szwajcarskim (czyli po niemiecku, francusku i włosku)

Szwecja:
Szwecjoblog: 5 naprawdę smutnych filmów ze Szwecji 

Wielka Brytania:
Blog Szkoły Języków Obcych Shamrock 

English-Nook: 5 brytyjskich filmów wartych polecenia

Angielski dla każdego: 5 najlepszych filmów i seriali po angielsku

Wietnam:
5 wietnamskich filmów, które warto obejrzeć

Włochy:
Wloskielove: 5 włoskich filmów, które wcisną cię w fotel

 

Aleksandra: kompletnie zwariowana na punkcie Włoch, włoskiego i wszystkiego, co się z włoskim łączy.

8 komentarzy

  1. ~wloskielove · 2 sierpnia 2014 Odpowiedz

    muszę Cię dodać więc!
    Fajna lista, ciekawe kryterium. Ja właśnie Il divo muszę obejrzeć jeszcze raz bo teraz to mnie cholernie interesuje i więcej rozumiem, a jak to oglądałam pierwszy raz to o niczym nie miałam pojęcia:} Oh, i muszę nadrobić Morettiego!

    • aleksandra.sowinska · 2 sierpnia 2014 Odpowiedz

      Ja za pierwszym razem w ogóle nie zrozumiałam Il divo… językowo i historycznie było dla mnie za trudne. Ale to chyba od tego filmu zaczęła się moja fascynacja historią Aldo Moro i anni di piombo. Za drugim razem było już łatwiej. Dlatego ostrzegłam, że to film dla włochologów ;)

  2. ~Rosyjskie Śniadanie · 3 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Jesteś dla mnie ewenementem! :D Nie znam nikogo, kto jawnie przyznałby się do tego, że rzadko ogląda filmy i nawet za tym nie przepada ;)
    Twoje propozycje są bardzo interesujące. Znam kino włoskie bardzo pobieżnie, a może jeszcze słabiej, ale Twoje propozycje i recenzje rozjaśniły mi co nieco. Wybieram „Una giornata particolare” dla samej gry genialnych aktorów i „Benvenuti al Sud”, bo coś czuję, że zabawa może być przednia, a przy tym tematyka filmu pomoże mi przybliżyć mentalność włochów i sam obraz Włoch jako takich.

    • aleksandra.sowinska · 3 sierpnia 2014 Odpowiedz

      Bo ja jestem szczera kobita ;) Ale myślę, że dzięki temu mój ranking ma dużą wartość, bo skoro ja to oglądałam z przyjemnością, to znaczy, że naprawdę warto! :D
      „Una giornata…” na pewno Ci się spodoba, a mam nadzieję, że i „Benvenuti…” też przypadną do gustu ;)

  3. ~Ola B-S · 3 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Jakoś nie mogę się przekonać do włoskich filmów – może Fellini oglądany we wczesnej młodości mnie skrzywił lekko? Z „włoskich” filmów podobały mi się „Ukryte pragnienia” Bertolucciego, a do Morettiego po Caro diario mam uraz.

    • aleksandra.sowinska · 3 sierpnia 2014 Odpowiedz

      Ja też długo się nie mogłam przekonać do włoskich filmów, a musiałam oglądać je co tydzień w ramach zajęć z kina włoskiego. Te potworne stare dłużyzny, koszmar! Ale da się coś niecoś wydłubać ciekawego ;)

  4. ~Ania · 7 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Żadnego nie oglądałam i widzę, że muszę nadrobić zaległości, bo warto.:) Też nie przepadam za kinematografią, ale chyba się skuszę i nadrobię niektóre zaległości.;)

  5. ~Ula · 15 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Uświadomiłam sobie, że niewiele włoskich filmów oglądałam. Z Twojej listy chętnie obejrzałabym „Mine vaganti” i „Benvenuti al Sud”.

Zostaw odpowiedź