W 80 blogów dookoła świata – Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata?

logo

Drodzy Czytelnicy SPA,

Już po raz kolejny zapraszam  na wpis w ramach akcji „W 80 blogów dookoła świata” – akcji, w której udział biorą znakomite blogerki i blogerzy językowi, publikując w tym samym dniu teksty na ten sam (wybrany wcześniej metodą demokratycznego głosowania) temat. Pod dzisiejszą notką znajdziecie listę blogów, które biorą partycypują także w dzisiejszym odcinku naszego cyklu – zapraszam gorąco do lektury. A temat mamy dzisiaj, że ho ho! Z okazji Europejskiego Dnia Języków, który właśnie dziś przypada, wybraliśmy temat „Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata”. Przyznajcie, że temat oryginalny i inspirujący!

Dla mnie ten dzisiejszy temat ma przynajmniej dwa bardzo ważne oblicza: językowe i emocjonalne (obiecuję, że to emocjonalne skrócę do minimum, żeby Was nie zanudzać). Zacznijmy od językowego. Jak język włoski wpłynął na moje postrzeganie świata?

To co przyszło mi do głowy jako pierwsze, bardzo mnie rozbawiło: to oczywiście kwestia congiuntivo, trybu, którego używamy po włosku m.in. wtedy, gdy wyrażamy swoje opinie, lęki, wątpliwości, niepewności, nadzieje, myśli, sądy – słowem, gdy wyrażamy coś subiektywnego. Bez względu na to, ile będziemy na congiuntivo marudzić, faktem jest, że jego użycie bardzo zmienia percepcję wypowiedzi: jeśli ktoś używa trybu orzekającego, rozumiem, że mówi o faktach lub jest absolutnie przekonany o słuszności tego, co mówi. Po polsku oczywiście tej różnicy nie ma, używamy trybu orzekającego niezależnie od naszych emocji:  „Włochy są piękne” i „Myślę, że Włochy są piękne” – w obu przypadkach jest tryb orzekający. Ale już „L’Italia è bella” odbierany jest jako fakt, coś obiektywnego; „Penso che l’Italia sia bella” – tu już jest opinia, moje osobiste, emocjonalne wrażenie. Bardzo trudno jest przedstawić swój umysł tak, żeby zwracać uwagę: na ile to moja opinia, a na ile fakt? Oczywiście mamy podpowiedzi w postaci utartych zwrotów „penso che…”, „spero che…”, „mi sembra che…”, po których powinno nastąpić congiuntivo, ale w gruncie rzeczy można i po nich wepchnąć tryb orzekający – tylko że wtedy bardzo, bardzo zmieni się sposób, w jaki odbiorca odczyta nasz komunikat. Zastanawianie się nad subtelnością tego, co tak naprawdę chcę wyrazić i jaka formuła gramatyczna najlepiej mi w tym pomoże, doprowadziło do zabawnych sytuacji: na przykład kiedyś pisałam maila po polsku, w którym zawarłam zwrot „mam nadzieję, że coś tam…”. Wysłałam maila i nagle włosy mi stanęły dęba: czy ja po tym „mam nadzieję…” postawiłam czasownik w c o n g i u n t i v o?!

Tentato-Congiuntivicidio-691x391

Inną kwestią gramatyczną, która zmusza nas do zmiany punktu widzenia, jest rodzajnik. Takie małe cholerstwo, a takie istotne! Może zupełnie zmienić sens zdania i percepcję wypowiedzi. Zanim nie zaczęłam się uczyć włoskiego – a może należałoby powiedzieć: zanim nie nauczyłam się włoskiego – nie zastanawiałam się nigdy nad kwestią tego, czy chodzi mi o konkretny przedmiot czy o jakiś nieokreślony: książka to po prostu książka, nieważne, czy ta książka czy jakaś książka. A po włosku: jakże istotne, czy powiem un libro (wtedy rozmówca nie wie, o jaką książkę chodzi – po prostu o jakąś) czy il libro (wtedy rozmówca wie, że powinien wiedzieć, o czym mówię – może mówiłam o niej wcześniej, może czytałam ją wcześniej?). To jest oczywiście do wyuczenia się, ale wymaga pewnej zmiany świadomości – zmiany sposobu, w jaki postrzegamy świat.

Z rzeczy bardziej przyziemnych: przekleństwa. Nie wiem, dlaczego, może wynika to z mojego braku subtelności, ale nawet teraz, kiedy włoski jest praktycznie moim drugim polskim, włoskie parolacce nie rażą moich uszu. Polskie wulgaryzmy tak, aż uszy bolą, sama ich prawie nigdy nie używam, a już na pewno nie publicznie. A włoskie? Nawet te uchodzące za bardzo nieładne… dla mnie są po prostu elementem języka, służącym w konkretnym celu: do wyładowania negatywnych emocji. Może to dlatego, że Włosi raczej nie używają ich na zasadzie przecinka, ale rzeczywiście wtedy, kiedy czują potrzebę wyładowania się? (przynajmniej Włosi, których znam osobiście). A może też dlatego, że włoski słownik wulgaryzmów jest o wiele bardziej rozbudowany i o wiele bardziej zabawny.

Volgarometro

Nie zapominajmy o zdrobnieniach. Dlaczego niektórym Polakom tak brzydko brzmią te zdrobnienia ( jako przykład podam znienawidzone przez językoznawców słowo „pieniążki”), podczas gdy Włosi zdrabniają na potęgę i to tak ładnie brzmi? Nie wiem. Może po prostu Włosi nauczeni są tak mile patrzeć na świat, dopieszczać go choćby poprzez słowa, a może ich dziecięcy niekiedy entuzjazm sprawia, że te zdrobnienia uchodzą im na sucho? Ja kiedyś nie cierpiałam zdrobnień, a po włosku używam ich bez oporów. I wiecie co – świat wydaje się milszy. Oczywiście, bez przesady ;)

A z punktu widzenia emocjonalnego? Nauka włoskiego, znajomość włoskiego, częste wyjazdy do Włoch, czy wreszcie pomieszkiwanie we Włoszech przekonało mnie, że wszystko na świecie jest dobrze zaplanowane, wszystko dzieje się po coś i grunt to odnaleźć swoją pasję, a wszystko się ułoży J

A oto linki do pozostałych blogów biorących udział w akcji. Gorąco zachęcam do lektury! Jeśli też prowadzicie językowego bloga, zapraszamy do naszej grupy na facebooku: piszcie na adres blogi.jezykowe1@gmail.com

Angielski dla każdego: Jak język angielski wpłynął na moje postrzeganie świata?


http://angdlakazdego.blogspot.com/2014/09/jak-jezyk-angielski-wpyna-na-moje.html

Następna Blogująca: Nie ta sama głowa- jak język obcy sprawia, że człowiek myśli o tym, o czym nigdy nie myślał


http://nastepna-blogujaca.pl/2014/09/nie-ta-sama-glowa-jak-jezyk-obcy-sprawia-ze-czlowiek-mysli-o-tym-o-czym-nigdy-nie-myslal/

Językowa Oaza: Czy esperantyści mówią jak roboty?


http://jezykowaoaza.blogspot.com/2014/09/czy-esperantysci-mowia-jak-roboty.html

Hiszpański na luzie – Przez hiszpańskie okulary. Jak język wpływa na nasze postrzeganie świata?  
http://hiszpanskinaluzie.blogspot.com/2014/09/przez-hiszpanskie-okulary-jak-jezyk.html

Język holenderski – pół żartem, pół serio: Język polski z holenderskiej perspektywy 


http://jezykholenderski.blogspot.com/2014/09/jezyk-polski-z-holenderskiej-perspektywy.html

Niemiecka Sofa – Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?
http://niemieckasofa.pl/2014/09/jezyk-niemiecki-wplynal-postrzeganie-swiata/
 

Blog o języku niemieckim – W 80 blogów dookoła świata: Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?


http://languageflirt-de.blogspot.com/2014/09/w-80-blogow-dookoa-swiata-jak-jezyk.html

Pat i Norway – Jak język norweski wpłynął na moje postrzeganie świata.
http://patinorway.blogspot.com/2014/09/123-jak-jezyk-norweski-wpyna-na-moje.html
 

Rosyjskie Śniadanie -Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? 


http://www.rosyjskiesniadanie.pl/w-80-blogow-dookola-swiata/rosyjski-postrzeganie-swiata/

Dagatlumaczy – Dlaczego akurat rosyjski? 
http://www.dagatlumaczy.pl/pl/jezyk-rosyjski/172-dlaczego-akurat-rosyjski

Szwecjoblog – Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? 
http://szwecjoblog.pl/2014/09/jak-opanowany-przeze-mnie-jezyk-obcy.html

Aleksandra: kompletnie zwariowana na punkcie Włoch, włoskiego i wszystkiego, co się z włoskim łączy.

11 komentarzy

  1. ~Ania z Primo · 26 września 2014 Odpowiedz

    Jak dla mnie, o tym, co dał Ci język emocjonalnie możesz pisać bez końca, bo dla mnie nauka to emocje, bez nich chyba do dziś uczyłabym się włoskiego, zamiast się w końcu nauczyć ;)

  2. ~N. ze Szwecjobloga · 26 września 2014 Odpowiedz

    Oj, rodzajniki potrafią być zmorą! Bardzo ciekawy wpis dla mnie, bo o włoskim wiem naprawdę baaardzo niewiele.
    Pozdrowienia!

  3. ~Ula · 26 września 2014 Odpowiedz

    Miałam podobnie z francuskim- rodzajniki i subjonctif to była zmora w liceum ;)

  4. ~Dora · 26 września 2014 Odpowiedz

    Uśmiechnęłam się przy pieniążkach :) Mój brat powtarza, że jeśli ciągle mówisz „pieniążki” to przez całe życie będziesz miał tylko „pieniążki” ;) A zdrobnienia w holenderskim są bardzo poręczne i mnóstwo obcokrajowców ich używa, bo wszystkie rzeczowniki są wówczas rodzaju nijakiego i mają rodzajnik „het”.

  5. ~Aleksandra J. · 26 września 2014 Odpowiedz

    W języku niemieckim też dokładnie trzeba określić, czy mówisz o tej książce, czy o jakiejś. Dzięki temu unikasz nieporozumień :P

  6. ~Jagoda · 27 września 2014 Odpowiedz

    Gdzieś ostatnio wyczytałam, że osoby komunikujące się w innym niż swój język i potrafiące myśleć w innym niż swój języku są najlepszymi managerami ponieważ potrafią myśleć bardzie obiektywnie i globalnie.

    Ileż to plusów wynika znajomości języka… ;)

  7. ~Jagoda · 27 września 2014 Odpowiedz

    Ileż to plusów wynika ZE znajomości języka ;)

  8. ~Madeleine · 4 października 2014 Odpowiedz

    Gratuluję świetnego postu! Z tymi przekleństwami mam podobnie jak ty. Uczę się norweskiego, i że tak powiem, przeklinanie po norwesku przychodzi mi łatwiej, naturalniej niż po polsku. W naszym ojczystym języku nie potrafię po prostu przeklinać, a po norwesku sypię przekleństwami na prawo i lewo w każdej sytuacji. No, dobra to była lekka przesada :D Więc ciekawie było przeczytać, że nie tylko ja mam takie coś.

  9. ~Janusz Myzik · 6 października 2014 Odpowiedz

    Jej, słyszałem wiele razy o tym przerażającym congiuntivo i jego odpowiednikach w innych językach romańskich, ale dopiero Twój post mi uświadomił, jaki to świetny wynalazek! Ile sporów bierze się stąd, że ktoś swoją subiektywną opinię przedstawia jako potwierdzoną naukowo prawdę objawioną… A gdyby tak ludzie rzeczywiście rozróżniali w mowie jedno od drugiego – no po prostu bajka! Chyba się nauczę jakiegoś języka romańskiego ;)

  10. ~Konwersator · 6 listopada 2014 Odpowiedz

    Uczcie się języków, bo nigdy nie wiadomo kiedy będą nam potrzebne :)

  11. ~Lukak Herzog · 11 lutego 2015 Odpowiedz

    Świetny pomysł z tą akcją

Odpowiedz na „~UlaAnuluj komentarz